Na wschodzie widziałem już pierwsze promienie słoneczne. Noc miała się
ku końcowi, a dla mnie była to zła wiadomość. Dzięki ciemnościom i mojej
sierści mogłem wtopić się w otoczenie. Zniknąć. W dzień będzie trudniej
zgubić ewentualny pościg.
Zacząłem powoli szybować w dół. Wypatrywałem miejsca do bezpiecznego
lądowania. Tyle, że tutaj chyba takiego nie było. Wszędzie pełno drzew.
Żadnej polanki?! Jak ja mam w takim stanie lądować i nie zabić się przy
okazji! - pomyślałem gniewnie i wykrakałem. Nie zauważyłem pewnej
zdradliwej gałązki, która uderzyła mi prosto w największą ranę na
skrzydle. Przez falę bólu, która napłynęła do mnie sekundę później
straciłem równowagę i runąłem na ziemię, obijając się przy okazji o
konary drzew.
Przez dłuższą chwilę leżałem próbując złapać oddech. Od trzech dni byłem
w drodze, nie licząc króciutkich postoi, żeby się czegoś napić i złapać
coś do jedzenia. Oczy mi się zamykały.
W końcu zmusiłem się, żeby wstać. Wszystkie rany, które wcześniej jako
tako się zasklepiły otworzyły się i krew zaczęła na nowo z nich
wypływać. Zacisnąłem zęby i powlokłem się dalej.
Minęło może parę minut, gdy dotarłem do całkiem pokaźnego jeziorka. O i
nagle idealne lądowisko się znalazło! Szkoda, że nareszcie!
Z uczuciem ulgi zanurzyłem się w lodowatej wodzie. Dzięki temu ból mijał. Popatrzyłem na swoje odbicie.
Całe ciało miałem w długich krwawych bliznach. Ze skrzydłami było
jeszcze gorzej, były całe poszarpane. Trochę zajmie aż się same wyleczą.
- pomyślałem i zwinąłem je. W jednej chwili moje skrzydła przemieniły
się w czarną mgłę, a następnie rozpłynęły w powietrzu, ale ja
wiedziałem, że one nadal tu są i mogę je przyzwać, kiedy tylko chcę.
Nagle usłyszałem szmer. Nie zdążyłem się odwrócić, gdy usłyszałem czyjś podejrzliwy głos:
- Kim jesteś?
Na brzegu stały dwie wadery. Jedna miała różową sierść, a druga jasnozieloną.
- To tereny mojej watahy. - dopowiedziała ta, co pierwsza zajęła głos
- Tereny watahy, co... - mruknąłem pod nosem, a potem odparłem - Nie wiedziałem. Już się stąd zabieram.
<<Damon?>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz