Przez kilka pierwszych dni w watasze właściwie nie poznałam nikogo.
Raczej lubię towarzystwo, tyle że pierwsze spotkania są zawsze
najtrudniejsze. Po prostu nie potrafię tak podejść do kogoś i powiedzieć
,,część, jestem Snorri." To nie na moje nerwy. Jak ktoś się sam
napatoczy to oczywiście, ja bardzo chętnie! Ale by tak na siłę szukać
przyjaciela...
Skoro nie ma co się łudzić że kiedykolwiek kogoś spotkam, wędrowałam po
terenach ,szukając swojego jednego zakątka. Jednak moje poszukiwania
skończyły się na bolących łapach i nieprzespanych nocach. No ale cóż.
Czego się nie robi dla wygody.
Dzisiejszy poranek zapowiadał się dosyć deszczowo. Jałowe wrzosowiska
nawiedziła niska, gęsta mgła. Sama też nie prezentowałam się najlepiej.
Krótki sen na nagiej skale raczej nie należał do najprzyjemniejszych.
Przeciągnęłam się po raz ostatni i wstałam z ziemi. Nie było widać
zarówno słońca, horyzontu, jak i wszystkiego dokoła, dalszego od 12
metrów.
Ale nie było co myśleć o postoju. Otrzepałam się ze żwiru i ruszyłam w drogę.
Chłodne, poranne powietrze ściskało płuca z każdym kolejnym wdechem. Nie
mogłam się doczekać, aż mgła opadnie i w końcu zobaczę słonko. Ale to
potem. Teraz byłam zajęta innymi sprawami. Chociażby tym dziwnym cieniem
we mgle. Z jednej strony wydawał się być czymś całkowicie niematerialny
,ale z drugiej śledził mój każdy krok. Widziałam go ciągle po prawej
stronie, raz po raz sprawdziłam czy ciągle tam jest. Nie byłam pewna czy
cień bardziej mnie niepokoi czy irytuje. Był jak tropiciel, który nie
dawał mi spokoju.
W końcu nie wytrzymałam. Cisnęłam światłem głęboko w mgłę. Chmura
rozstąpiła się, ale kula leciała. Leciała i nie zatrzymało jej nic.
I wtedy zdałam sobie jedno ważne pytanie ,,cień mógł być niematerialny, ale w takim razie gdzie podział się jego właściciel?"
Mogłam o to nie pytać, bo najwyraźniej dostałam to ono prosiłam. Gdy
tylko odwróciłam łeb, przed moimi oczami znalazłam waderę o białych
włosach. Co tu mówić - zaskoczyła mnie.
Niczym spłoszony zając odskoczyłam w tył na co najmniej dwa metry.
- Spokojnie.- Wadera uśmiechnęła się pod nosem.- Ja nie gryzę.
Prychnęłam szyderczo. Czy na serio wyglądałam na taką spanikowaną?
No...najwyraźniej.
Michelle?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz