środa, 6 maja 2015

Od Snorri

Przez kilka pierwszych dni w watasze właściwie nie poznałam nikogo. Raczej lubię towarzystwo, tyle że pierwsze spotkania są zawsze najtrudniejsze. Po prostu nie potrafię tak podejść do kogoś i powiedzieć ,,część, jestem Snorri." To nie na moje nerwy. Jak ktoś się sam napatoczy to oczywiście, ja bardzo chętnie! Ale by tak na siłę szukać przyjaciela...

Skoro nie ma co się łudzić że kiedykolwiek kogoś spotkam, wędrowałam po terenach ,szukając swojego jednego zakątka. Jednak moje poszukiwania skończyły się na bolących łapach i nieprzespanych nocach. No ale cóż. Czego się nie robi dla wygody.
Dzisiejszy poranek zapowiadał się dosyć deszczowo. Jałowe wrzosowiska nawiedziła niska, gęsta mgła. Sama też nie prezentowałam się najlepiej. Krótki sen na nagiej skale raczej nie należał do najprzyjemniejszych. Przeciągnęłam się po raz ostatni i wstałam z ziemi. Nie było widać zarówno słońca, horyzontu, jak i wszystkiego dokoła, dalszego od 12 metrów.
Ale nie było co myśleć o postoju. Otrzepałam się ze żwiru i ruszyłam w drogę.
Chłodne, poranne powietrze ściskało płuca z każdym kolejnym wdechem. Nie mogłam się doczekać, aż mgła opadnie i w końcu zobaczę słonko. Ale to potem. Teraz byłam zajęta innymi sprawami. Chociażby tym dziwnym cieniem we mgle. Z jednej strony wydawał się być czymś całkowicie niematerialny ,ale z drugiej śledził mój każdy krok. Widziałam go ciągle po prawej stronie, raz po raz sprawdziłam czy ciągle tam jest. Nie byłam pewna czy cień bardziej mnie niepokoi czy irytuje. Był jak tropiciel, który nie dawał mi spokoju.
W końcu nie wytrzymałam. Cisnęłam światłem głęboko w mgłę. Chmura rozstąpiła się, ale kula leciała. Leciała i nie zatrzymało jej nic.
I wtedy zdałam sobie jedno ważne pytanie ,,cień mógł być niematerialny, ale w takim razie gdzie podział się jego właściciel?"
Mogłam o to nie pytać, bo najwyraźniej dostałam to ono prosiłam. Gdy tylko odwróciłam łeb, przed moimi oczami znalazłam waderę o białych włosach. Co tu mówić - zaskoczyła mnie.
Niczym spłoszony zając odskoczyłam w tył na co najmniej dwa metry.
- Spokojnie.- Wadera uśmiechnęła się pod nosem.- Ja nie gryzę.
Prychnęłam szyderczo. Czy na serio wyglądałam na taką spanikowaną?
No...najwyraźniej.

Michelle?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz